Jutro mamy ważny dzień. Taki z tych, które przez wiele tygodni istnieją gdzieś daleko w kalendarzu, a potem nagle orientujesz się, że to już naprawdę jutro. I wtedy wszystko robi się trochę mniej romantyczne.

Dopóki coś jest pomysłem, projektem, planem, kolejną rozmową przy kawie i listą rzeczy do zrobienia, wszystko wydaje się bezpieczne. Można coś poprawić, przesunąć, dopisać, skasować, zmienić zdanie. Można powiedzieć: „jeszcze nie teraz”. Jutro po raz pierwszy pokażemy ludziom coś, co do tej pory było przede wszystkim nasze.

Perimenopauza.org.

Portal, nad którym pracujemy od miesięcy. I właściwie nie tylko portal, bo od początku chodziło nam o coś większego: o miejsce, w którym kobieta wchodząca w perimenopauzę nie będzie musiała przekopywać pół internetu, żeby zrozumieć, co właściwie dzieje się z jej ciałem, głową, snem, energią, wagą, emocjami i wszystkim tym, czego jeszcze chwilę wcześniej kompletnie nie łączyła z hormonami.

Jutro po raz pierwszy opowiemy o całym tym pomyśle oficjalnie. I tak — stresuję się.

Mogłabym napisać, że jestem wyłącznie podekscytowana

Brzmiałoby bardzo dobrze. „Czuję ogromną wdzięczność”. „Nie mogę się doczekać”. „To spełnienie marzeń”. I część z tego jest prawdą. Naprawdę się cieszę, jestem dumna i mam poczucie, że robimy coś potrzebnego. Wierzę też, że ten projekt ma sens i może być dla wielu kobiet miejscem, którego wcześniej po prostu nie miały.

Ale skoro ten cykl nazywa się „Sylwia, bez filtra”, to wypada dodać drugą część.

Boję się jak cholera.

Nie katastroficznie. Nie tak, że jutro rano schowam się pod kołdrą i wyłączę telefon. Bardziej w ten sposób, że od kilku dni moja głowa produkuje nieskończoną liczbę pytań: czy wszystko zadziała, czy dobrze o tym opowiemy, czy ludzie zrozumieją, co właściwie chcemy stworzyć, czy nie zapomnę czegoś ważnego, czy nie powiem czegoś głupiego i czy ktoś w ogóle będzie chciał tego słuchać.

I oczywiście moje ulubione pytanie, które pojawia się zawsze wtedy, kiedy coś naprawdę ma dla mnie znaczenie:

Czy to w ogóle jest wystarczająco dobre?

Najśmieszniejsze jest to, że dokładnie o tym przecież mówimy

O kobietach, które przez lata próbują wszystko robić dobrze. Być przygotowane, mieć kontrolę, nie popełniać błędów i wyglądać tak, jakby wszystko przychodziło im naturalnie. O kobietach, które bardzo często dają sobie dużo mniej prawa do pomyłki niż wszystkim wokół.

A jutro będę mówiła o projekcie, którego jednym z założeń jest pokazanie kobietom, że nie muszą wszystkiego wiedzieć, przewidywać i perfekcyjnie ogarniać. I zgadnij, co robię od kilku dni? Próbuję wszystko wiedzieć, przewidzieć i perfekcyjnie ogarnąć.

Brawo ja.

Chyba jednak bardzo trudno jest być całkowicie konsekwentną we własnych mądrościach, kiedy nagle samej trzeba z nich skorzystać.

Ten projekt okazał się bardziej osobisty, niż zakładałam

Na początku można było o nim mówić bardzo konkretnie. Portal. Treści. Specjaliści. Wiedza. Wydarzenia. Społeczność. Wszystko brzmiało profesjonalnie, logicznie i bezpiecznie. Im dłużej jednak nad tym pracuję, tym bardziej widzę, że nie da się oddzielić tego projektu od własnego doświadczenia.

Trudno przez kilka miesięcy czytać, rozmawiać i słuchać kobiet o perimenopauzie, a potem nie zacząć uważniej przyglądać się sobie. Swojemu zmęczeniu. Temu, jak śpię. Jak reaguję. Jak zmienia się moje ciało. Ile rzeczy przez lata uznawałam za „normalne”, ile razy myślałam: „taka jestem”, „pewnie za dużo mam na głowie” albo „muszę po prostu bardziej się postarać”.

A potem okazuje się, że czasem wcale nie trzeba bardziej się starać. Czasem trzeba po prostu wiedzieć.

I chyba właśnie dlatego tak bardzo zależy mi na tym projekcie. Bo kiedy zaczynasz rozumieć, jak wiele rzeczy może się ze sobą łączyć, nagle pojawia się coś, czego wcześniej brakowało: kontekst. Nie odpowiedź na wszystko, ale punkt zaczepienia.

„Wolę wiedzieć” brzmi prosto

Im dłużej o tym myślę, tym bardziej lubię te dwa słowa. Bo wiedza nie rozwiązuje wszystkiego. Nie sprawi, że nagle przestaniemy się bać. Nie zatrzyma zmian w ciele. Nie zagwarantuje dobrego snu, świetnego nastroju, idealnych wyników badań i świętego spokoju do końca życia.

Ale daje coś bardzo ważnego: możliwość zadania właściwego pytania. Świadomość, że nie każda zmiana jest „wymyślona”, że nie wszystko trzeba przeczekać i że nie trzeba miesiącami przekonywać samej siebie, że „pewnie przesadzam”. Wiedza daje też prawo do szukania pomocy i do podejmowania decyzji z większym spokojem.

Czasem ogromną ulgę daje samo usłyszenie:

„Tak. To może mieć związek z perimenopauzą.”

Nie dlatego, że każda dolegliwość od tej chwili ma być tłumaczona hormonami. Tylko dlatego, że wreszcie ktoś traktuje to pytanie poważnie.

Jutro pokażemy coś niedoskonałego

I chyba właśnie z tym najtrudniej mi się pogodzić. Projekt oczywiście nie jest skończony. I nigdy nie będzie. Będą kolejne teksty, nowe tematy, nowi specjaliści, pytania, których jeszcze nie znamy, rzeczy, które poprawimy i takie, z których za jakiś czas zrezygnujemy.

Przez długi czas miałam w głowie takie przekonanie, że premierę robi się wtedy, kiedy wszystko jest gotowe. Teraz coraz bardziej rozumiem, że premierę robi się wtedy, kiedy coś jest gotowe, żeby zacząć żyć.

To jednak zupełnie inna rzecz.

Bo od jutra ten projekt przestanie być tylko nasz. Pojawią się opinie, pytania, sugestie i pewnie również krytyka. Ktoś powie, że czegoś brakuje. Ktoś inny, że coś zrobiłby inaczej. I chyba właśnie tak powinno być, jeśli to miejsce naprawdę ma być żywe, potrzebne i rozwijane razem z kobietami, dla których powstaje.

Nie czekam najbardziej na gratulacje

Oczywiście będzie mi miło, jeśli ktoś powie, że strona jest piękna albo że pomysł mu się podoba. Nie będę udawać, że nie. Ale nie to jest dla mnie najważniejsze.

Najbardziej chciałabym kiedyś dostać wiadomość od kobiety, która napisze: „Przeczytałam u Was tekst i po raz pierwszy pomyślałam, że nie zwariowałam”. Albo: „Poszłam do lekarza, bo coś, co przeczytałam, dało mi do myślenia”. Albo po prostu: „Dzięki. Nikt mi wcześniej tego nie powiedział”.

Jeśli takie wiadomości się pojawią, będę wiedziała, że było warto.

A jutro?

Jutro pewnie zrobię dokładnie to, co robię zawsze. Sprawdzę wszystko jeszcze pięć razy, pomyślę, że o czymś zapomniałam, powiem, że jestem spokojna i oczywiście nie będę spokojna. A potem wyjdę i opowiem o projekcie, w który naprawdę wierzę.

Nie dlatego, że jest perfekcyjny. Nie dlatego, że mamy wszystkie odpowiedzi. Właśnie przeciwnie. Bo jest mnóstwo pytań, na które kobiety nadal szukają odpowiedzi i zbyt często robią to samotnie, chaotycznie albo przypadkiem.

Może najwyższy czas, żebyśmy zaczęły ich szukać razem.

Jutro po raz pierwszy powiemy to głośno.

Perimenopauza.org.

Trochę się boję. Ale chyba znacznie bardziej nie mogę się doczekać.

Sylwia